Design icons

Charlotte Perriand

Przedłużeniem sztuki zamieszkiwania jest sztuka życia – życia w zgodzie z najgłębszymi zamiłowaniami człowieka oraz otoczeniem, czy wytworzonym, czy przyjętym.

Wypowiedziane przez Charlotte Perriand słowa uderzają tam, gdzie powinny. Nie sposób oprzeć się uczuciu przeszycia, które wbrew ostro brzmiącej nazwie pozostawia subtelne, dziwnie przyjemne ukłucie bólu i wypełnia nostalgicznym ciepłem. Delikatnie rozmywa wzrok, uszom pozostawia echo cichego pytania: czym dla mnie jest sztuka życia? 

Przez prawie 70 lat swojej kariery walczyła o to, by dobry design był dostępny dla każdego. Stała się ikoną modernizmu za sprawą swoich eleganckich, ale surowych projektów. Podążała za tym, co przemawiało do jej serca, łącząc ze sobą wypracowany, rygorystycznie minimalistyczny styl oraz to, co darzyła czułością. Tworzyła dzieła, które mówiły jej własnym, wyjątkowym głosem. Jego melodyjny ton składa się z wielu wspomnień i doświadczeń, będących tym, co ją ukształtowało.

Co to znaczy istnieć

Nie bez powodu imię Charlotte Perriand zostało zapamiętane przez świat. To postać nietypowa, wyłamująca się klasycznym podziałom. Jej podejście do tworzenia było naprawdę intrygujące. Choć znana jest oczywiście z projektowania zarówno przedmiotów, jak i całych wnętrz, nazwać ją można w zasadzie tylko twórczynią – zapytana w wywiadzie udzielonym na kilka miesięcy przed jej śmiercią o to, czy uważa się bardziej za projektantkę, czy architektkę, odpowiedziała, że nie utożsamia się z żadną z tych nazw.

Tutaj proponuję cytat przygotowany w formie grafiki, tak jak mamy na ig:

„Nie jestem ani architektką, ani projektantką. Powiedziałabym, że jestem niczym. Dlatego, że nigdy nie zaprojektowałam przedmiotu, formy czy mebla, które nie miałyby relacji z całością. Gdybyś poprosił mnie dziś o zaprojektowanie krzesła, zapytałabym: »do czego?«. Nie mam wyobraźni”.

Nie oznacza to, że Perriand odcinała się od architektury i projektowania, wręcz przeciwnie – czuła się częścią większej całości, współgrała ze środowiskiem, w którym się znajdowała. Bez przestrzeni, która dawała jej niezbędny kontekst, była niczym. Nabierała znaczenia – w rozumieniu lingwistycznym, gdyż znaczącą postacią w modernistycznej sztuce XX wieku stała dość szybko – tylko w odniesieniu do czegoś. Kiedy przyglądała się potrzebom człowieka, harmonii oraz połączeniu ze środowiskiem, których potrzebuje, utożsamiała się z architekturą, mówiąc, że wszystko, co się liczy, powstaje od wewnątrz. Projektować natomiast mogła tylko przyglądając się sylwetce ludzkiego ciała i odpowiadając na jego gesty, następnie wsłuchując się w siebie i znajdując odpowiedź na pytanie, czego potrzeba do osiągnięcia wewnętrznej harmonii ze sobą i z otoczeniem. Ta świadomość zmienia wszystko, jest kluczem do tworzenia, który otwiera przestrzeń do ujrzenia wizji twórczej. Nie mając wyobraźni, niczego nie da się zrobić, tym samym będąc niczym w bezgranicznym wszechświecie.

Jak… być? 

Na większości zdjęć, które jej zrobiono, Charlotte się uśmiecha. Na każdym etapie swojego życia – odkąd była młodą, jeszcze nieznaną, ale obiecującą artystką, która zadebiutowała, robiąc ogromne wrażenie na ówczesnym świecie modernistycznej sztuki, po ostatnie chwile jej życia, kiedy powieki i policzki pokrywały zmarszczki nabyte przez wieloletnie uśmiechanie się. Bo zdaniem Perriand kluczem do bycia czymś jest praktykowanie szczęścia.

Na to składała się, jak mawiała, radość z tworzenia i życia w wieku, który należy do nas. Jej los zawsze był w jej rękach; słuchała głosu serca i zajmowała się tym, czego w danym momencie chciała. Charlotte zaczęła podążać w wybranym kierunku już w wieku 17 lat – zachęcona przez matkę i nauczycielkę sztuki w szkole średniej, zaaplikowała i została przyjęta do Szkoły Głównego Związku Sztuk Użytkowych (fr. École de l’Union Centrale des Arts Décoratifs). Studiowała meblarstwo, które w ciągu 5 lat nauki poznała z każdej strony, również tej dla niej negatywnej – wciąż zabarwionej charakterystyczną dla secesji nadmierną ozdobnością. Charlotte już jako dziecko poczuła, że dekoratywność nie jest dla niej. W wieku dziesięciu lat przeszła zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego, po raz pierwszy w życiu będąc w szpitalu. Białe, nagie ściany pomieszczenia, w którym się znajdowała, obudziły w niej poczucie, że właśnie wśród nich jest sobą. Dlatego, kiedy wróciła do domu – do plątaniny mebli i drobiazgów – wybuchła płaczem.

„Po powrocie do domu, natłok mebli i drobiazgów był dla mnie tak odpychający, że wybuchłam płaczem. Prosta surowość szpitala o wiele bardziej mi odpowiadała. To wtedy nieświadomie odkryłam pustkę. Jest wszechpotężna, ponieważ może pomieścić wszystko”.

Tym – czy raczej kim – kogo zatem niesamowicie doceniła studiując, był Henri Rapin – architekt wnętrz tworzący już w harmonijnym, odznaczającym się prostotą stylu art déco. Poza nauczaniem nurtu, w którym Perriand czuła się znacznie lepiej, Rapin miał jeszcze jedną zaletę – stawiał na praktykę, dzięki czemu jego uczniowie i uczennice ze szkoły wychodzili dysponując czymś więcej niż jedynie suchą teorią. Jak powiedziała Perriand, bez niego nie byłaby w stanie zrobić tego, czego dokonała później.

A czego dokonała później?

Dwa lata po uzyskaniu dyplomu Charlotte niespodziewanie zadebiutowała za sprawą Baru na poddaszu (fr. bar sous le Toit). Pierwszą rzeczą, która zrobiła po ukończeniu studiów, było przekształcenie mieszkania w otwartą przestrzeń, w której znajdował się wkomponowany w ścianę bar wykonany z aluminium, szkła i chromu oraz stolik do gier karcianych z wbudowanymi uchwytami na napoje. Niedługo później odtworzyła tę kompozycję na wystawie Salon d’Automne, zachwycając ówcześnie znane i szanowane nazwiska obfitą ilością pięknie odbijającego światła aluminium, skórzanymi poduszkami i szklanymi półkami. Projekt ten pokazał jej zainteresowanie tzw. wiekiem maszyn, odbiegające od dominującego trendu, jakim było ręczne, misterne tworzenie przedmiotów z rzadkich gatunków drewna. Zachwycona prasa natychmiast okrzyknęła Perriand talentem, o którym warto pamiętać.

Przez trudności do gwiazd

Choć docenienie przez szerokie grono artystów i artystek zapewne było wspaniałym uczuciem, był jednak ktoś, na czyjej uwadze młodej (nie?)projektantce specjalnie zależało. Charlotte marzyła o pracy u boku Le Corbusiera, aspirując do zajmowania się produkcją seryjną oraz tworzenia nisko kosztowych budynków mieszkalnych. Architekt był dla niej ogromną inspiracją – łączyło ich krytyczne spojrzenie na ozdobność i zwrócenie się w stronę surowych, minimalistycznych projektów. Le Corbusier był jednak znany z bardzo specyficznego podejścia do debiutujących osób i tak gdy w 1927 r. zaaplikowała na stanowisko asystentki, została odprawiona słynnymi słowami: nie haftujemy tutaj poduszek.

Z jakiegoś powodu ta deprecjonująca odpowiedź nie zniechęciła Perriand. Pomimo lekceważącego, umniejszającego zachowania, miesiąc później artystka zaprosiła Le Corbusiera na wystawę, który po zobaczeniu jej projektu zaoferował jej posadę w swoim studiu. Młoda twórczyni z radością przyjęła jego zaproszenie, od tej pory odpowiadając przede wszystkim za aranżację wnętrz i promocję na różnorodnych wystawach. W tym okresie Charlotte wciąż projektowała w nurcie wieku maszyn, czego efektem było zaprojektowanie na prośbę Le Corbusiera trzech maszyn do siedzenia – krzeseł o różnych rodzajach oparcia: do rozmowy, chwili relaksu i snu. Wszystkie składały się z cylindrycznych kształtów pokrytych niklem lub chromem.

Każdy wiek przemija

W latach 30. XX wieku design Perriand zaczął odzwierciedlać nowy rozdział w życiu. Jej spojrzenie na świat stało się bardziej egalitarne i populistyczne, skutkując odejściem od projektowania, które nie uwzględniało mniej zamożnej grupy społeczeństwa, wciąż przecież potrzebującej dachu nad głową. Charlotte coraz częściej sięgała po klasyczne, a przy tym tańsze materiały, takie jak drewno i trzcina. Wiele projektów z tego okresu inspirowane było meblami charakterystycznymi dla Sabaudii, którą często odwiedzała jako dziecko.

Zmiany

Zmiana perspektywy z pewnością przyczyniła się do decyzji, którą Perriand podjęła w 1937 r. Po ponad 10 latach wspólnej pracy opuściła studio Le Corbusiera, by wyjść z jego cienia i rozpocząć własną udaną karierę. Nie była już niczyją asystentką ani pomniejszą pracowniczką, ale artystką z krwi i kości, która nawiązywała relacje partnerskie. Na takich zasadach rozpoczęła współpracę z Jeanem Prouvém, pracującym przede wszystkim z metalem. Przez 2 lata, do wybuchu II wojny światowej, projektowała głównie poręcze i ekrany. Następnie uwagę musiała poświęcić barakom wojennym i umeblowaniu budowli tymczasowych. Kiedy Francja poddała się w 1940 r., dwójka rozdzieliła się na następne 11 lat. Wraz z rozpoczęciem okupacji Paryża przez wojska niemieckie, Perriand wyjechała do Japonii.

Japonia i Wietnam

Po raz pierwszy do kraju kwitnącej wiśni Charlotte przybyła w 1940 r. w roli oficjalnej doradczyni w zakresie projektowania przemysłowego, zaproszonej przez Ministerstwo Handlu i Przemysłu. Wkrótce wyjazd, który pierwotnie miał być krótki, okazał się dłuższym pobytem – w drodze powrotnej do Europy, została zatrzymana i zesłana do Wietnamu z powodu wojny. Nie mogąc wrócić do ojczyzny, Perriand uczyła się stolarstwa i tkactwa poza jej granicami. W tym czasie w jej pracach zaczęły pojawiać się inspiracje designem Europy Wschodniej i Azji.

Wpływ na jej twórczość miał także długi esej zatytułowany „Księga herbaty”, autorstwa Kakuza Okakury, łączący rolę chanoyu (jap. 茶の湯, po angielsku znanego także jako teaism) – japońskiej ceremonii picia herbaty, uznawanej za jedną z form sztuki i będącej elementem estetycznej koncepcji widzenia świata. Jej celem jest ukojenie zmysłów oraz uwolnienie się od codziennych trosk i zmartwień. Perriand wielokrotnie odnosiła się do niej również w późniejszym okresie swojej kariery.

Powrót do Paryża

Doświadczenia, których nabyła w tym czasie, szybko okazały się przydatne – w przeciągu 6 lat wojny znacznie wzrosło zapotrzebowanie na nowe metody i materiały, by móc jak najwydajniej prowadzić produkcję masową. Gdy w 1946 r. w końcu udało jej się wrócić do ojczyzny, zaczęła projektować całe budynki, takie jak ośrodki narciarskie i akademiki studenckie.

Za szczyt kariery Perriand uważa się ośrodki narciarskie w kompleksie Les Arcs w Sabaudii. Trzy budynki, które zaprojektowała – Arc 1600, Arc 1800 i Arc 2000 – odznaczały się niecodziennym podziałem przestrzeni. Z myślą o tym, że goście większość swojego pobytu spędzą na zewnątrz, Charlotte zdecydowała się na charakterystyczne dla niej małe,  przypominające komórki pokoje, których mały metraż równoważony był przez przestronne, otwarte na naturę przestrzenie.

Les Arcs (Arc 1600, Arc 1800 i Arc 2000).

Sztuka życia

Ostatnim rozdziałem w życiu Perriand były wystawy, wywiady i publikacje, dzięki którym tak naprawdę mogliśmy ją poznać jako osobę, nie tylko jako (nie)architektkę i (nie)projektantkę. Na rok przed śmiercią wydała autobiografię zatytułowaną Une Vie de Création (ang. A Life of Creation, tłum. „Życie pełne tworzenia”), a nieco wcześniej udzieliła także kilku wywiadów. 

To, ile osób chciało z nią porozmawiać, pokazuje, jak daleko udało jej się zajść. Ludzie chcieli lepiej poznać ją zarówno jako artystkę, jak i po prostu osobę, którą była. A Charlotte miała o czym opowiadać – w trakcie swojej długoletniej kariery nabyła wielu wyjątkowych doświadczeń, poznała wspaniałych ludzi, odwiedziła różnorodne miejsca, z których zaczerpnęła to, dla czego widziała miejsce w swojej twórczości, a przede wszystkim pozostawiła po sobie niesamowite, niepowtarzalne projekty.

Tutaj nie haftujemy poduszek, powiedział niegdyś Le Corbusier. I chyba – o ironio – po części miał rację. To nie poduszki stały się dziełami, które przeszły do historii architektury i designu. To nie poduszki nie musiały być podpisane, by inni artyści i artystki od razu wiedzieli, kto je stworzył. Gdyby Perriand zdecydowała się pójść tam, gdzie tego od niej, jako kobiety, oczekiwano, być może nigdy byśmy o niej nie usłyszeli. Ale, całe szczęście, Charlotte wybrała to, co kochała, do czego czuła powołanie i w czym wiedziała, że może wszystko.

Żyć oznacza pozwolić żyć temu, co w nas jest. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć.

Źródła użyte w tekście:

https://www.theguardian.com/artanddesign/2019/oct/13/charlotte-perriand-inventing-a-new-world-louis-vuitton-foundation-paris-le-corbusier

https://www.architectural-review.com/essays/interview-with-charlotte-perriand

https://www.harvarddesignmagazine.org/articles/perriand-reflections-on-feminism-and-modern-architecture/

https://ndion.de/en/charlotte-perriand-its-about-the-person/

https://www.artforum.com/features/collective-affinity-201130/

https://en.wikipedia.org/wiki/Charlotte_Perriand

 

tekst: Livia Sordyl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.